Główny akcent teologii metodystycznej spoczywa na temacie Bożej łaski[i]. Taki sposób uprawiania refleksji nad wiarą i jej praktyką we współczesnym Kościele Ewangelicko-Metodystycznym ma swoje źródło w wyborach założyciela naszego Kościoła, ks. Jana Wesleya. Wesley bowiem nie tworzył żadnych nowych doktryn, „ale bazując na dawno uznanych chrześcijańskich dogmatach ponownie upowszechnił, szczególnie wśród prostego ludu, znaczenie takich pojęć teologicznych jak: grzech, łaska, usprawiedliwienie, pewność zbawienia, uświęcenie, czyli doskonałość w miłości”[ii]. Jeżeli spojrzymy na wymienione pojęcia przez pryzmat Ewangelii, to zauważymy, że u ich podstaw leży przeświadczenie o Bogu działającym wobec człowieka nie na podstawie jego zasług, ale z miłości wobec niego, z łaski – bowiem Bóg nas pierwszy ukochał: „Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł” (Rz 5,8; por. Rz 5. 10 i 1 J 4,19). Dla Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego temat Bożej łaski jest swoistym kompasem dla teologicznych poszukiwań do racjonalnego zgłębiania i praktycznego wyrażania wiary chrześcijańskiej: „nasze życie i rozumienie wiary przeniknięte jest łaską”[iii]. Jak więc wygląda nauczanie Metodystów na temat łaski Bożej? Read the rest of this entry »
Od ecclesiola in ecclesia do ecclesia vera [1]
Głównym miejscem teologicznym ks. Jan Wesleya była teologia anglikańska, która nie tylko określiła horyzont jego poszukiwań, ale również dostarczyła mu narzędzi do tzw. roboty teologicznej (metodologia mówienia i myślenia o chrześcijańskiej wierze i jej praktyce)[2]. Tym jednak, co wyraźnie różniło metodyzm od anglikanizmu było podejście jego założyciela do eklezjologii praktycznej. Tworząc nowe stowarzyszenia religijne Wesley stawiał sobie przede wszystkim za cel krzewienie chrześcijańskiej świętości poprzez „upowszechnienie, szczególnie wśród prostego ludu, znaczenie takich pojęć teologicznych jak: grzech, łaska, usprawiedliwienie, pewność zbawienia, uświęcenie, czyli doskonałość w miłości”[3]. Miejscem do realizacji tego celu były, powstałe w ramach instytucji Kościoła Anglii, stowarzyszenia metodystyczne. Stowarzyszenia stanowią pierwszy etap w procesie tworzenia się odrębnego od anglikanizmu organizmu kościelnego i zarazem określają organizacyjny kształt przyszłego Kościoła Metodystycznego. Jakkolwiek nie można powiedzieć, że celem Wesleya było utworzenie nowego Kościoła[4], to jednak rozwój metodyzmu, aż do usamodzielnienia się Stowarzyszeń Metodystycznych w 1784 roku w Wielkiej Brytanii i następnie powstanie Kościoła Metodystycznego w Ameryce późną jesienią tego samego roku, wyraźnie pokazuje, że pierwotna intencja założyciela metodyzmu, aby stworzyć ruch „ożywiający” Kościół Anglikański, poszła w kierunku zbudowania oddzielnego od anglikanizmu Kościoła. Wybitnym przykładem tego jest decyzja Wesleya o utworzeniu Kościoła Metodystycznego w Ameryce Północnej, wyrażona nie tylko w ordynacji dwóch kaznodziejów na duchownych metodystycznych (R. Whatcoat’a i T Veseya), ale również w ordynacji na superintendenta (nadzorcę) pracy metodystycznej w „nowym świecie” ks. Thomasa Coke’a. Read the rest of this entry »
Nie możemy oczekiwać od braci z Taizé, że zajmą się pracą katechetyczną, którą mają się zajmować księża w parafiach, że podczas trwających kilka dni spotkań wdrożą młodych ludzi w systematyczne czytanie Pisma Świętego. To wszystko się musi odbywać na poziomie Kościołów lokalnych.
Woli się ksiądz modlić w dużej wspólnocie czy sam?
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na takie pytanie. Osobiście wolę modlić się sam i taka modlitwa jest niezbędna. Ale gdybyśmy ograniczali się tylko do modlitwy w samotności, tracilibyśmy przywilej społeczności. Modlitwa we wspólnocie jest szalenie ważna, umacnia nas w naszej wierze.
Czy tak duża wspólnota, którą tworzą uczestnicy spotkań ekumenicznych organizowanych przez braci z Taizé, jest wspólnotą modlitewną?
Myślę, że tak. Na spotkania przyjeżdżają ci, którzy chcą przyjechać, a nie przypadkowe osoby wysłane według kościelnego rozdzielnika. Jeśli decydują się na udział w kilkudniowym, modlitewnym spotkaniu, to znaczy, że mają określone wartości.
W ubiegłym roku byłem w Taizé. Przyznam, że poruszył mnie widok kilku tysięcy młodych ludzi z różnych stron świata, którzy rano, w południe i wieczorem trwali w ciszy i skupieniu na modlitwie. Nie było między nimi rozmów ani szeptów. I nawet jeśli nie wszyscy się w tym czasie modlili, to byli sam na sam ze swoimi myślami, a przez to w jakiś sposób sam na sam z Panem Bogiem – bez względu na to, czy zdawali sobie z tego sprawę, czy nie. Read the rest of this entry »





